Bezkres Ustka
  Szlaki rowerowe
 
 Zwinięte tory

 

 

 

Długość trasy: 20,7 km po drogach gruntowych głównym szlakiem w jedną stronę. Przybliżony czas jazdy bez odpoczynków i odbijania na trasy boczne ok. 2 godz. przy średniej prędkości 10 km/h. Profil trasy od kryptodepresji do 50 m nad poziom morza. Ocena trudności ogólnie łatwo w jedną stronę głównym szlakiem. Nieco trudno przy powrocie tą samą drogą. Powrót bocznymi trasami leśnymi i polnymi (częściowo czerwonym szlakiem) wymaga niezłej kondycji fizycznej.
 
Turysto – Rowerzysto!
Polecamy Twojej uwadze ponad 20 – kilometrową rowerostradę nadmorską „Szlakiem zwiniętych torów”, wielokrotnie już „przetartą” przez rowerzystów. Gospodarze gminy Ustka bodaj pierwsi w Polsce urzeczywistnili oryginalny pomysł urządzenia szlaku rowerowego na starych nasypach kolejowych. Inicjatywa ta „zakiełkowała” na łamach środkowopomorskiego dziennika „Głos Pomorza”. Pomysłodawcy kierowali się starą maksymą: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Przede wszystkim – na zdrowie! Złem były powojenne zniszczenia, które nie ominęły wielu linii kolejowych, w tym normalnotorowego szlaku od Smołdzina. Uruchomiony z końcem 1913 roku pewnie służyłby do dziś amatorom pikników i weekendowych wycieczek ciuchcią. Jednakże niedługo po zakończeniu działań wojennych ktoś „zwinął tory” i dziś nic już nie zapowiada, że zwróci szyny i na nowo będzie uruchomiona linia kolejowa. Dobrze, że do naszych czasów przetrwały chociaż nasypy. Wspaniale, że ciągną się one terenem o unikatowych walorach krajobrazowo – przyrodniczych, w strefie chronionego krajobrazu.

 

 

Przewłoka Osiedle – Zapadłe (2,9 km)
Początkiem trasy jest wjazd z ulicy Armii Krajowej w miejscowości Przewłoka – Osiedle, oraz wjazd z placu Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ulicy Grunwaldzkiej w Ustce. Stary nasyp staje się „czytelny” w terenie dopiero od skrzyżowania ulicy Armii Krajowej z Grunwaldzką – niedaleko wyjazdu szosą z Ustki w kierunku Objazdy i Rowów. Zjeżdżamy jednak z asfaltu i jedziemy ul. Armii Krajowej tak, jak prowadzi nasyp i oznakowania trasy. Po niespełna 3 kilometrach dojeżdżamy do Zapadłego – osady leśników. Tutaj na przyleśnym parkingu jest pierwsza stacyjka rowerowa, gdzie możemy stanąć na biwak. Stąd też dwiema, niemal równoległymi drogami w prawo, dojedziemy do nadmorskich punktów widokowych w okolicach Orzechowa oraz utwardzonego zejścia na plażę. W kompleksie leśnym między Orzechowem i Zapadłem jest (na mapie wygląda niczym rozwarty dziadek od orzechów) nowo utworzony rezerwat wydmowo – leśny – „Wydma Orzechowska”. Z jej szczytu na wysokości 50 m npm widać Ustkę. To wyniesienie jest moreną czołową, ukształtowaną przez lądolód skandynawski i utrwaloną przez mozaikę zbiorowisk roślinnych. To prawdziwa perełka nadmorskiego krajobrazu, oddalona o 0,6 km od bałtyckiego brzegu i ok. 25 km od pasma morenowego koło Gąbina.
Zapadłe – Wytowno (4 km)
Jedziemy południowym skrajem nadmorskiego lasu. Po 1,5 km trasa „zwiniętych torów” wpada na otwartą przestrzeń. Dookoła łąki i pola uprawne, gdzie życie się toczy ściśle według pór roku. Na tym odcinku dobrze też widać ich zmiany. Możecie nacieszyć oczy widokiem bocianów, posłuchać klangoru żurawi, zobaczyć klucze przelotnego ptactwa. Najpiękniej jest tu wiosną, gdy chór skowronków śpiewa na przebudzenie przyrody. Na kilometr przed Wytownem trasa wiedzie do malowniczego wąwozu, długości ok. 250 metrów. Możemy nieco zwolnić i pomyśleć, że przez prawie pół wieku to miejsce było zarośnięte i nikt tędy nie jeździł. Wąwóz zrekonstruowano z myślą o rowerzystach!
Dojeżdżamy do stacji Wytowna przy skrzyżowaniu nasypu z drogą gruntową na lewo i „kocimi łbami” na prawo. W pobliżu można wypatrzeć resztki dawnej stacji kolejowej. Odbijając w lewo dotrzemy do drugiej „stacyjki rowerowej”, a dalej do śródleśnego rozjazdu w kierunku Poddąbia Orzechowa. Natomiast w prawo „kocimi łbami” dojedziemy do środka wsi Wytowno, zbudowanej na planie wielodrogowym. Jest tu zabytkowy kościół parafialny z XIV-wieczną wieżą gotycką oraz stanowiący prywatną posiadłość dawny dwór. Wokół zachowały się ślady starej fosy, a w przydworskim parku – starodrzew. Naszą skromną wiedzę o najdawniejszym Wytownie pewnie wzbogacą archeolodzy, którzy w tej wsi zlokalizowali swoje stanowisko badawcze. Podczas II wojny światowej w Wytownie znajdował się obóz pracy przymusowej dla 30 Polaków i Francuzów.
Wytowno – Machowinko (2,8 km)
Po „odskokach” w prawo i lewo wracamy na główny szlak. Przed nami najpiękniejszy, śródpolny odcinek trasy „zwiniętych torów”. Jedziemy w szpalerze dziko rosnących drzew owocowych i jarzębin. Swymi kwiatami i owocami nadają temu miejscu szczególnego wdzięku wiosną, latem i jesienią.  Będziemy też przygotowani na spotkania z dziko żyjącymi zwierzętami – lisami, sarnami, jeleniami, dzikami, a nawet łosiami, które też zapuszczają się w te okolice swymi trasami wędrówkowymi. Po prawej stronie mijamy Machowinko – wieś godną turystycznych penetracji, bo mało znaną. Jest tu stanowisko archeologiczne, są pomniki przyrody, okazale prezentuje się wypielęgnowany budynek podworski w raz z parkiem – obecnie Dom Pomocy Społecznej. Godnym zauważenia (obok dawnej szkoły) jest najstarszy w tych okolicach (z 1649 r.) budynek bramny. We wsi ma być zorganizowana wypożyczalnia rowerów, punkt informacji turystycznej i bar. Całość będzie stanowić stacyjkę rowerową nr 3 przy drodze Machowinko – Poddąbie.
Machowinko – Główna Stacja Rowerowa (4 km)
To bardzo malowniczy i atrakcyjny odcinek, ale też wymagający dobrej orientacji terenowej. Trasa „zwiniętych torów” biegnie głębokim parowem leśnym. Nie zapomnijmy więc wskazówek z punktu przystankowego nr 3 (stacyjce rowerowej na 10,9 km od Ustki), by nie przeoczyć zjazdu z nasypu na dalszy, główny odcinek trasy. Zjazd i skręt w lewo wypadnie po przejechaniu 3,5 km od krzyżówki w Machowinku. Po przebyciu następnych paruset metrów lekko pod górę, skręcamy w prawo pierwszą napotkaną drogą leśną, która doprowadzi nas do głównej na tej trasie stacyjki rowerowej – punktu przystankowego nr 4. Zmierzamy tam ok. 2 km, jadąc aleją „tańczących buków” (z prawej mijamy liczne okazy wielopiennych buczyn). Stacyjka znajduje się też z prawej strony alei.  Zastaniecie tam miejsce na biwak, palenisko z siedziskami, wiatę ze stołami i ławami oraz staw hodowlany z pomostem, z którego można łowić ryby. Ten uroczy zakątek znajduje się w sąsiedztwie sezonowego lądowiska samolotów, wykonujących latem loty widowiskowe dla wczasowiczów. Komu zdarzy się przegapić zalecany zjazd z nasypu, niech nie czuje się zabłąkany. Ba, przyjemnie nadrobi ok. 2 km. Nasyp doprowadzi do przystanku PKS, przy drodze Bałąmątek – Rowy. Za drogą – dalsza, ale jeszcze nie zagospodarowana na rowerostradę trasa „zwiniętych torów” do Smołdzina, którą jednak już odbywają się ogólnopolskie rajdy rowerowe. Zawracamy więc i mijając po prawej ośrodek zdrowia w ładnym pałacyku oraz stary i jedyny w tych okolicach wiejski piec chlebowy – po 800 metrach dojeżdżamy znowu do „przegapionego” zjazdu z nasypu.
Stacja nr 4 – Objejskie Łąki (4,7 km)
Opuszczając tę stację na skraju Machowińskiego Lasu, po przebyciu ok. 5 km dojedziemy do ruchliwej szosy Objazda – Rowy. Przekraczając asfalt musimy zachować szczególną ostrożność, bo ta droga nie należy do bezpiecznych! Po drugiej stronie wjeżdżamy od razu na obszar dawnej huty szkła. W latach 1872 – 1920 z miejscowych surowców wytapiano tu naczynia i szklane tafle, które eksportowano do Prus, bawarii, Rosji, a nawet Jerozolimy. Dalej istny labirynt dróg z płyt betonowych „jumbo” prowadzi nas w głąb Objejskich Łąk. To olbrzymi, zielony polder, położony na terenach kryptodepresyjnych, ogrodzonych wałem przeciwpowodziowym od przymorskiego jeziora Gardno, które narażone jest na sztormowe wlewy wód Bałtyku. Stosunki wodne utrzymywane są jednak w sztucznej równowadze, dzięki licznym urządzeniom hydrotechnicznym. Niektóre uchodzą już za zabytki techniki.
Tylko główna trasa prowadzi do jedynego w tej części Gardna pomostu, z którego można przez szuwary wyglądać na jezioro. Po drodze miniemy trzy punkty widokowe – wszystkie w otulinie Słowińskiego Parku Narodowego – Światowego Rezerwatu Biosfery. Przydadzą się aparaty fotograficzne, kamery i lornetki. Dzięki zaniechaniu intensywnego nawożenia chemicznego  Objejskie Łąki zamieniły się w ogromny ogród botaniczny. Bogactwo świata roślinnego, a także zwierzęcego jest fascynujące. Bądźmy przygotowani na nagłe i zaskakujące spotkania z buszującą w wysokich zaroślach zwierzyną płową oraz pięknymi okazami ptactwa, które przedtem podziwialiście zazwyczaj na rycinach atlasów lub w ptaszarniach ogrodów zoologicznych. Na chwilowy odpoczynek i rozkoszowanie się głosami natury polecamy stacyjkę rowerową, czyli punkt przystankowy nr 5.
Objejskie Łąki – Rowy (3,2 km)
To ostatni etap trasy, wiodący z punktu przystankowego nr 5 do stacyjki nr 6 – niedaleko bramy wjazdowej na szlaki Słowińskiego Parku Narodowego. Odcinek przebiega głównie otwartą przestrzenią, omijając po prawej m.in. miejsce trzcinowych żniw na Gardnie. Z kolei po lewej mijamy duże osiedle domków letniskowych, a z prawej – oczyszczalnię ścieków. Do Rowów wjeżdżamy od strony Małych Rowów, znanych z dawniejszej nazwy jako Rówek. Najdawniejsza wzmianka o Rowach, jako przystani rybackiej, pochodzi z 1282 roku. Latem 1320 roku, podczas wyprawy krzyżowej do Prus i Litwy, lądował tu hrabia Derby, syn księcia Lancaster, książę Anglii, późniejszy Henryk IV król Anglii. Z kryjówek pod XIV-wieczymi Rowami napadali na żeglarzy piraci morscy. Niegdysiejsze Rowy podobno były gródkiem, ale zostały zdegradowane do zwykłej wsi wskutek braku odpowiedniej drogi w głąb lądu. Trzeba było płynąć jeziorem do grodu w Gardnej, albo korzystać z drogi lądowej, która (wg mapy Lubinusa z 1618 roku) wiodła brzegiem przymorskich jezior Gardno, Dołgie małe i Dołgie Wielkie. W tamtych czasach tworzyły jedno zlewisko. Próżno dziś szukać śladów tak dawnej przeszłości, natomiast na trasie naszej wyprawy miniemy (z prawej przy wjeździe do Rowów) cmentarne wzgórze, zarośnięte starymi drzewami. Stał tam kościół, zanim przeniesiono go w obecne miejsce i zbudowano w stylu neoromańskim. Na wzgórzu w XVIII i na początku XIX wieku pochowano m.in. wielu marynarzy szwedzkich, francuskich, hiszpańskich, norweskich i holenderskich, których statki rozbiły się na głazach Dębińskiego Klifu.
Dzisiejsze Rowy latem to kilkudziesięciotysięczne miasto – wczasowisko, bardzo modne w kraju i za granicą. To także dobrze utrzymany, chociaż u wejścia wciąż spłycany siłami natury, port morskiego rybołówstwa przybrzeżnego. Przyjemny pobyt w Rowach, nie tylko latem, zapewnią na prawie wszyscy spośród pół tysiąca stałych mieszkańców tej miejscowości.
Powrót przez Dębinę, Poddąbie i Orzechowo
Nie podajemy kilometrażu, pozostawiając Tobie Turysto – Rowerzysto wybór trasy powrotnej. Uważamy jednak, że pożałujesz, jak nie pojedziesz przez Dębinę i Poddąbie. Drogi nie trzeba specjalnie nadkładać, ale jazda odcinkami czerwonego szlaku daje trochę w kość. Szosą z Rowów do Dębiny jest ponad 4 km. Jednakże jeszcze przed wsią skręcamy w prawo do lasu. Duktem dojedziemy do stacyjki rowerowej nr 7 i punktu obserwacyjnego na skraju Dębińskiego Klifu. Na zachód roztacza się widok na tzw. kamienisko. Na podwodnych głazach, które czasami odsłaniają fale Bałtyku, mogły dawniej rozgrywać się morskie dramaty. W piasku okolicznych plaż stwierdzono większą niż gdzie indziej obecność magnetytu, powodującego lokalne zaburzenia pola magnetycznego. W tym miejscu ponoć częściej biją pioruny i „wariują” busole. Warto spenetrować pobliską Dębinę. We wsi jest kilka interesujących zabudowań gospodarskich z początków naszego stulecia. Jedno z nich zdobią dwa kamienne koła młyńskie, przywleczone prawdopodobnie z pobliskiej huty szkła, gdzie pewnie służyły do mielenia kruszywa. Na dziedzińcu gospodarstwa można zobaczyć pomnik przyrody i zorientować się, gdzie stał pałac dawnego właściciela. Nadmorskie letnisko w Dębinie było znane jeszcze przed I wojną światową, ale ze względu na brak dogodnego dojazdu zostało zaniedbane i zapomniane do lat trzydziestych. W czasie II wojny światowej Niemcy zlokalizowali w Dębinie radiolokacyjną stację przeciwlotniczą. We wsi znajdował się obóz RAD – Służby Pracy Rzeszy. Uczestnicy rocznych turnusów zajmowali się głównie budową 3,5 kilometrowego odcinka szosy z Dębiny do Objazdy.
Najkrótsza droga z Dębiny do Poddąbia prowadzi częściowo asfaltem. Jadąc z Rowów trzeba skręcić w prawo, tuż za przystankiem PKS naprzeciw ośrodka „Skalnik”. Natomiast z przystanku – stacyjki nr 7 – dojazd do asfaltu wiedzie drogą śródpolną i na jej końcu skręcamy też w prawo. Dalsza trasa jest wspólna dla jadących ze stacyjki nr 7 i Rowów. Po kilometrze będzie drogowskaz w lewo do Poddąbia i początek ponad 2 km niełatwej jazdy drogą leśną, która prowadzi prosto do przystanku autobusowego w Poddąbiu. Jednakże na 200 metrów przed przystankiem warto odbić nieco w lewo. W odległości ok. 100 metrów widać dwa reliktowe głazy, objęte ochroną archeologiczną. Podobno znalazły się tu w średniowieczu. W ten sposób skandynawscy najeźdźcy prawdopodobnie upamiętnili tu swoją „wizytę”, a być może i pochówek swych rodaków. W pobliżu unikatowe skrzyżowanie 6 leśnych dróg.
Poddąbie staje się jakby Mekką rowerzystów. Z myślą o nich zaprojektowano stacyjkę nr 8 wraz z barem i wypożyczalnią rowerów. W pobliżu są dwa punkty widokowe z zejściami na plażę. Pobyt w Poddąbiu polecamy na „deser” każdej wycieczki rowerowej, w kierunku Rowów lub Ustki. Czerwonym szlakiem albo równoległym duktem prowadzi najkrótsza droga do stacyjki – punktu przystankowego nr 9 na zachód od Poddąbia. Na ostatnich metrach przed punktem obserwacyjnym i zejściem na plażę trzeba pokonać (najbezpieczniej z rowerem na ramieniu) głęboki wąwóz. To jedno z najbardziej urokliwych miejsc, przypominające bieszczadzkie ostępy.  Przed nami jeszcze jedna wspinaczka, ale już bez roweru. Z najwyższego podestu stalowej wieży obserwacyjnej widać jak na dłoni Zatokę Słupską, rozciągającą się między Ustką i Rowami. Oczyszczona przez wojsko wieża i przyległy teren to wymarzone miejsce na otwarte schronisko dla rowerzystów. Kilkaset metrów dalej na zachód docieramy czerwonym szlakiem do następnego punktu widokowego. To naturalny taras widokowy na Klifie Dębińskim, znajdujący się pośrodku Zatoki Słupskiej. Stąd najlepiej widać, jak Bałtyk zabiera skrawki lądu – co roku po prawie jednym metrze brzegu wraz z drzewami. Można więc wyliczy, kiedy z podmywanego w tym miejscu klifu runie na plażę stary, rozłożysty dąb. Pod nim jest bezimienna mogiła wojenna.  Gołym okiem, a najlepiej przez lornetkę spenetrować leżące na zachód tzw. „wrakowisko”. Widać wyrzuconą na brzeg szalandę, a nieco dalej resztki kutra rybackiego. Powrót możemy kontynuować czerwonym szlakiem, albo równoległą drogą leśną. Wybierając tę drugą możliwość cofamy się ponad 1 km w kierunku Wytowna. Na krzyżówce skręcamy w prawo i jedziemy słuchając szumu morza. Po drodze, przed Orzechowem, będzie ostatni 10 punkt przystankowy.
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 14225 odwiedzającytutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=